„Dlaczego nie jesteś jak Kasia?” – Wieczór pełen wyrzutów w polskim domu

– Dlaczego nie możesz być taka jak Kasia? – głos Pawła odbił się echem od ścian naszej kuchni, kiedy z trzaskiem odstawił talerz na blat. Zamarłam z łyżką w dłoni, patrząc na niego z niedowierzaniem. W powietrzu wisiał zapach niedzielnego rosołu, który ugotowałam na szybko, bo dzieci były głodne, a ja po całym tygodniu pracy nie miałam siły na nic więcej.

– Kasia zawsze robi trzy dania, a potem jeszcze sernik na deser. U Tomka zawsze jest święto – ciągnął dalej, nie patrząc mi w oczy. – U nas… – zawiesił głos, jakby szukał słów, które najbardziej mnie zabolią.

Wtedy poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Przez chwilę miałam ochotę rzucić wszystkim i wybiec z domu. Ale dzieci siedziały przy stole, patrzyły na mnie szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam się rozpaść. Nie teraz.

– Paweł, jeśli chcesz mieć święto codziennie, to może powinieneś zamieszkać z Kasią – powiedziałam cicho, starając się nie płakać. – Ja nie jestem nią. Pracuję na pełen etat, wracam do domu po siedemnastej i robię co mogę.

On tylko westchnął i wyszedł z kuchni. Zostałam sama z dziećmi i zupą, która nagle straciła smak.

To nie był pierwszy raz. Od kilku miesięcy Paweł coraz częściej porównywał mnie do innych kobiet. Najpierw była Basia z pracy, która zawsze miała idealnie uprasowane koszule dla męża. Potem Ania, która codziennie biegała rano i miała figurę modelki. Teraz Kasia – żona jego najlepszego kolegi Tomka – która gotowała jak z programu kulinarnego i zawsze miała uśmiech na twarzy.

Zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę jestem taka beznadziejna. Czy to ze mną jest coś nie tak? Może powinnam się bardziej starać? Ale kiedy próbowałam gotować bardziej wymyślne dania, dzieci kręciły nosem, a Paweł i tak znajdował powód do narzekań.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie mama.

– Córeczko, co u was słychać? – zapytała ciepło.

Nie wytrzymałam. Opowiedziałam jej wszystko: o porównaniach, o tym jak bardzo boli mnie to, że Paweł nie widzi mojego wysiłku.

– Dziecko, nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza – powiedziała stanowczo. – Każda rodzina jest inna. Ty robisz tyle, ile możesz. A jeśli Paweł tego nie widzi… Może powinien sam spróbować ugotować obiad?

Po tej rozmowie poczułam się trochę lepiej. Ale następnego dnia wszystko wróciło ze zdwojoną siłą.

Była sobota. Paweł zaprosił Tomka i Kasię na kolację. Przez cały dzień sprzątałam mieszkanie, gotowałam dwa dania i nawet upiekłam ciasto według przepisu z internetu. Kiedy goście przyszli, byłam wykończona, ale dumna z siebie.

Kasia przyniosła własnoręcznie zrobione pierogi i domowy kompot. Wszyscy zachwycali się jej talentem kulinarnym. Paweł patrzył na nią z podziwem, a ja czułam się coraz mniejsza.

Po kolacji Kasia pomogła mi sprzątać w kuchni.

– Wiesz, czasem mam dość tego gotowania – szepnęła nagle. – Tomek oczekuje ode mnie cudów każdego dnia. A ja chciałabym po prostu usiąść z książką albo pójść na spacer z dziećmi…

Spojrzałam na nią zdziwiona. Jej uśmiech był zmęczony.

– Myślisz, że jestem szczęśliwa? – zapytała cicho. – Czasem zazdroszczę ci tego luzu…

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż wszystkie wyrzuty Pawła. Może każda z nas nosi swój ciężar? Może to tylko pozory?

Wieczorem usiadłam z Pawłem w salonie.

– Wiesz co? – zaczęłam niepewnie. – Może powinniśmy przestać się porównywać do innych? Każda rodzina jest inna. Ja nie jestem Kasią i nigdy nie będę. Ale kocham was i robię wszystko najlepiej jak potrafię.

Paweł milczał przez chwilę.

– Przepraszam – powiedział w końcu cicho. – Chyba za bardzo się zapędziłem…

Nie wiem, czy coś się zmieniło na zawsze. Ale od tamtej pory staram się mniej przejmować opiniami innych i bardziej doceniać siebie za to, co robię.

Czasem jednak wracają myśli: czy naprawdę musimy żyć według cudzych oczekiwań? Czy szczęście to tylko dobrze nakryty stół i idealny dom? A może warto czasem odpuścić i po prostu być sobą?

Czy wy też czujecie czasem presję bycia „idealną” żoną czy matką? Co dla was znaczy szczęście w rodzinie?