Odmówiłam opieki nad wnuczką – teraz cała rodzina się ode mnie odwróciła. Czy naprawdę jestem egoistką?
– Mamo, przecież zawsze mogłam na ciebie liczyć! – głos Kasi drżał, a w jej oczach widziałam rozczarowanie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam.
Stałam w kuchni, ściskając filiżankę z zimną już herbatą. Za oknem padał deszcz, krople bębniły o parapet, jakby chciały zagłuszyć to, co właśnie się wydarzyło. Moja córka patrzyła na mnie z wyrzutem, a ja czułam, jakby ktoś wyciągnął mi grunt spod nóg.
– Kasiu, ja po prostu nie mogę. Jestem zmęczona… – próbowałam tłumaczyć, ale ona już nie słuchała. Zabrała kurtkę i wyszła trzaskając drzwiami.
Zawsze byłam tą, która wszystko ogarniała. Kiedy mąż zachorował na serce, to ja biegałam po lekarzach i aptekach. Gdy syn stracił pracę, to ja pożyczałam mu pieniądze z własnej skromnej emerytury. A kiedy Kasia urodziła Zosię, to ja przez dwa lata codziennie odbierałam wnuczkę z przedszkola i gotowałam obiady dla całej rodziny.
Ale teraz… Teraz miałam 68 lat, bolące kolana i serce, które coraz częściej przypominało o sobie arytmią. Lekarz powiedział mi wprost: „Pani Anno, musi pani zwolnić. Inaczej skończy się to źle”.
Kasia zadzwoniła tydzień temu. – Mamo, musisz wziąć Zosię na dwa tygodnie. Michał wyjeżdża służbowo, a ja mam delegację do Warszawy. Nie dam rady inaczej.
Poczułam wtedy panikę. Dwa tygodnie z energiczną sześciolatką? Ja ledwo radziłam sobie z codziennością! Ale przecież nie mogłam odmówić…
A jednak odmówiłam. Po raz pierwszy w życiu postawiłam siebie na pierwszym miejscu.
– Kasiu, przepraszam, ale nie dam rady. Potrzebuję odpoczynku. – Głos mi się łamał, ale wiedziałam, że muszę być szczera.
Od tamtej pory telefon milczał. Syn przestał dzwonić, wnuczka nie przychodziła z laurkami. Nawet sąsiadka Basia spojrzała na mnie z ukosa na klatce schodowej.
Czułam się jak najgorsza matka i babcia świata. Przez całe życie słyszałam: „Rodzina jest najważniejsza”. Ale czy rodzina pamięta o mnie?
Wieczorem usiadłam przy stole i zaczęłam pisać list do Kasi:
„Kochana Kasiu,
Nie wiem, czy mnie zrozumiesz. Wiem, że cię zawiodłam. Ale jestem tylko człowiekiem. Potrzebuję odpoczynku i troski tak samo jak wy wszyscy. Przez lata dawałam wam wszystko, co miałam najlepszego. Teraz proszę tylko o chwilę spokoju i zrozumienia…”
Nie wysłałam tego listu. Bałam się jej reakcji.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie siostra.
– Anka, co ty narobiłaś? Kasia płakała u mnie przez godzinę! Mówi, że nie może na ciebie liczyć…
– A kto może liczyć na mnie? – wyrwało mi się przez łzy. – Czy ktoś pyta, jak ja się czuję?
Siostra zamilkła. Po chwili powiedziała cicho:
– Może powinnaś jednak pomóc…
Zaczęłam wątpić w siebie. Może rzeczywiście jestem egoistką? Może powinnam zacisnąć zęby i jeszcze raz poświęcić się dla rodziny?
Ale potem przypomniałam sobie tamten dzień sprzed roku, kiedy zasłabłam na przystanku autobusowym. Nikt z rodziny nie odebrał wtedy telefonu – wszyscy byli zajęci swoimi sprawami.
Od tamtej pory coraz częściej czułam się niewidzialna.
Minął tydzień ciszy. W końcu przyszła do mnie Zosia z laurką – sama, bez mamy.
– Babciu, dlaczego mama płacze?
Przytuliłam ją mocno.
– Bo czasem dorośli też są smutni i zmęczeni, kochanie.
Zosia spojrzała na mnie poważnie:
– Ja cię kocham nawet jak jesteś zmęczona.
Łzy napłynęły mi do oczu. Może tylko dzieci potrafią kochać bezwarunkowo?
Wieczorem zadzwoniła Kasia.
– Mamo… Przepraszam. Nie rozumiałam cię. Ale ja też jestem zmęczona…
Rozmawiałyśmy długo. O tym, jak trudno być matką i córką jednocześnie. O tym, że czasem trzeba powiedzieć „nie”, żeby nie zatracić siebie.
Nie wiem, czy wszystko wróci do normy. Może już nigdy nie będziemy tak blisko jak kiedyś. Ale wiem jedno: czasem trzeba zadbać o siebie, nawet jeśli inni tego nie rozumieją.
Czy naprawdę jestem egoistką? A może po prostu człowiekiem, który w końcu odważył się poprosić o trochę miłości i zrozumienia?