Nit, która pęka: Opowieść matki z Krakowa o synu, który odszedł

– Emir, proszę cię, odezwij się do mnie – mój głos drżał, gdy po raz kolejny nagrywałam wiadomość na jego poczcie głosowej. W kuchni cicho bulgotała zupa pomidorowa, a ja patrzyłam przez okno na szare, krakowskie niebo. Od miesięcy nie słyszałam jego głosu. Odkąd urodził się jego syn, mój wnuk, Emir jakby zniknął z mojego życia.

Początkowo myślałam, że to przez zmęczenie, nowe obowiązki. Każda młoda rodzina potrzebuje czasu dla siebie. Ale tygodnie zamieniły się w miesiące, a potem w lata. Wnuka widziałam tylko na zdjęciach przesyłanych przez jego żonę, Magdę. Zawsze uśmiechnięty chłopiec, a obok niego Emir – mój syn, którego twarz z każdym zdjęciem wydawała mi się coraz bardziej obca.

Pewnego listopadowego popołudnia zadzwoniła do mnie moja siostra, Halina. – Marysiu, musisz coś wiedzieć – zaczęła bez zbędnych wstępów. – Słyszałam od Magdy… podobno Emir ma do ciebie żal. Coś się wydarzyło, tylko nie wiem co.

Serce mi zamarło. Przewijałam w głowie wszystkie rozmowy, gesty, słowa. Czy byłam zbyt surowa? Czy za bardzo naciskałam na niego, żeby został lekarzem? Przecież zawsze chciałam dla niego dobrze.

Wieczorem usiadłam przy stole i napisałam list:

„Emirze,
Nie wiem, co się stało. Nie wiem, dlaczego mnie unikasz. Kocham cię i tęsknię za tobą każdego dnia. Jeśli zrobiłam coś złego – powiedz mi. Proszę.”

Nie odpowiedział. Minęły kolejne tygodnie. W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do nich bez zapowiedzi. Drzwi otworzyła Magda. Zaskoczona moją wizytą, zaprosiła mnie do środka.

– Emir jest w pracy – powiedziała cicho.
– Magdo… czy możesz mi powiedzieć, co się dzieje? – zapytałam z rozpaczą w głosie.

Magda spuściła wzrok.
– On… on czuje się przez panią odrzucony. Mówił, że zawsze była pani bardziej dumna z jego siostry niż z niego. Że nigdy nie czuł się wystarczająco dobry.

Zatkało mnie. Przypomniałam sobie dzieciństwo Emira – cichy chłopiec, zawsze w cieniu swojej przebojowej siostry Kasi. Czy rzeczywiście dawałam mu to odczuć? Czy moje pochwały dla Kasi były dla niego jak igły?

Wróciłam do domu rozbita. Przez kolejne dni nie mogłam spać. Przeglądałam stare zdjęcia: Emir na rowerze, Emir z medalem za konkurs matematyczny, Emir przytulający mnie na Dzień Matki. Czy wtedy już czuł się niewidzialny?

Po tygodniu zadzwonił telefon.
– Mamo? – usłyszałam jego głos po raz pierwszy od miesięcy.
– Emir! – łzy napłynęły mi do oczu.
– Musimy porozmawiać.

Spotkaliśmy się w małej kawiarni na Kazimierzu. Siedział naprzeciwko mnie, spięty i zamknięty w sobie.
– Mamo… całe życie czułem się jak drugi wybór. Kiedy Kasia dostała się na medycynę, byłaś taka dumna. Ja wybrałem informatykę – nawet nie zapytałaś dlaczego.
– Emirze… ja tylko chciałam dla was jak najlepiej…
– Ale nigdy nie zapytałaś, czego ja chcę! – przerwał mi ze łzami w oczach.

Siedzieliśmy długo w milczeniu. Próbowałam znaleźć słowa, które naprawią lata milczenia i niezrozumienia. Nie znalazłam ich.

Od tamtej rozmowy minęły dwa lata. Kontakt mamy sporadyczny – krótkie życzenia na święta, czasem zdjęcie wnuka. Często wracam myślami do tamtej kawiarni i zastanawiam się: czy mogłam być inną matką? Czy mogłam lepiej słuchać?

Czasem patrzę na puste krzesło przy stole i pytam siebie: ile matek nieświadomie rani swoje dzieci? Ile dzieci nosi w sobie żal przez całe życie?

Może ktoś z was zna odpowiedź?