„Mamo, co ty wyprawiasz?” – Jak odważyłam się na miłość po sześćdziesiątce i usłyszałam, że się wygłupiam

– Mamo, słyszałam, że wyprowadziłaś się z domu. To jakiś żart?!

Zamarłam z telefonem w dłoni. Jeszcze wczoraj z Anią rozmawiałyśmy o przepisie na szarlotkę, a dziś jej wiadomość była chłodna, oskarżycielska, jakby nagle przestała być moją córką, a stała się prokuratorem. Przez chwilę patrzyłam na ekran, nie wiedząc, co odpisać. W głowie miałam mętlik – radość z nowego początku mieszała się z poczuciem winy i strachem.

Odpisałam tylko: „Wszystko w porządku, kochanie. Pogadamy wkrótce”. Ale nie pogadałyśmy. Przez kolejne dni telefon milczał. Syn też się nie odzywał. Zbigniew próbował mnie pocieszać:

– Halinko, dasz im czas. Przyzwyczają się. Najważniejsze, że ty jesteś szczęśliwa.

Ale czy byłam? Siedziałam w jego niewielkim mieszkaniu na warszawskim Mokotowie i patrzyłam przez okno na szare bloki. Jeszcze miesiąc temu byłam „mamą”, „babcią”, „sąsiadką z trzeciego piętra”. Teraz byłam kobietą, która rzuciła wszystko dla mężczyzny poznanego w sanatorium.

Poznaliśmy się w Ciechocinku. On – wdowiec po trudnych przejściach, ja – rozwódka od lat żyjąca samotnie. Zbyszek miał ciepłe oczy i śmiał się tak, jakby życie nie zdążyło go jeszcze złamać. Rozmawialiśmy godzinami o wszystkim: o młodości, o dzieciach, o tym, jak bardzo boli samotność po sześćdziesiątce. Kiedy zaproponował mi wspólne mieszkanie, poczułam się jak nastolatka. Bałam się, ale jeszcze bardziej bałam się wrócić do pustego mieszkania.

Nie powiedziałam dzieciom od razu. Chciałam najpierw spróbować, zobaczyć, czy to nie chwilowy kaprys. Ale wieści rozchodzą się szybko – sąsiadka zobaczyła mnie z walizką i już następnego dnia Ania wiedziała wszystko.

– Mamo, czy ty oszalałaś? – zadzwoniła w końcu po tygodniu ciszy. – Przecież ty nawet nie znasz tego człowieka! Co ludzie powiedzą? Co powiem dzieciom?

– Aniu, ja nie żyję dla ludzi – odpowiedziałam cicho. – Chcę być szczęśliwa.

– A my? My się nie liczymy?

Zabrakło mi słów. Przecież całe życie byłam dla nich. Odkąd ich ojciec odszedł do innej kobiety, to ja dźwigałam wszystko: szkołę, choroby, pierwsze złamane serca. Teraz, gdy wreszcie pomyślałam o sobie, usłyszałam tylko wyrzut.

Syn milczał dłużej. W końcu przyszedł do mnie do pracy.

– Mamo, czy ty naprawdę chcesz być pośmiewiskiem? Ludzie już gadają…

– Michał, mam 64 lata. Czy to znaczy, że już nic mi nie wolno?

Wzruszył ramionami i wyszedł bez słowa.

Zbyszek był cierpliwy. Gotował dla mnie obiady, zabierał na spacery po Łazienkach, wieczorami oglądaliśmy stare polskie filmy. Ale ja coraz częściej płakałam po nocach.

Pewnego dnia odwiedziła mnie sąsiadka z poprzedniego bloku.

– Halinko, dzieci cię szukają! Mówią, że zwariowałaś przez tego faceta…

Zacisnęłam pięści.

– Nie zwariowałam! Po prostu chcę żyć!

Ale czy naprawdę chciałam? Każdego dnia czułam się coraz bardziej rozdarta: między nowym życiem a starymi przyzwyczajeniami; między miłością do dzieci a pragnieniem własnego szczęścia.

W święta zadzwoniła Ania:

– Przyjedziesz?

– Zbyszka też zaprosiliście?

– Nie przesadzaj…

Pojechałam sama. W domu czekały na mnie wnuki – stęsknione i trochę przestraszone. Michał patrzył na mnie z wyrzutem.

– Mamo, wrócisz do siebie?

– Nie wiem…

Wróciłam do Zbyszka późnym wieczorem. Siedział przy stole z kubkiem herbaty.

– I jak było?

– Dziwnie. Jakby mnie tam nie było…

Przytulił mnie mocno.

– Halinko, życie jest jedno. Nie pozwól im decydować za siebie.

Ale czy potrafię być szczęśliwa wbrew wszystkim? Czy mogę być matką i kobietą jednocześnie?

Mijały miesiące. Dzieci coraz rzadziej dzwoniły. Czasem miałam ochotę spakować walizkę i wrócić do starego życia – do pustych ścian i samotnych wieczorów przed telewizorem. Ale wtedy Zbyszek brał mnie za rękę i mówił:

– Jesteśmy razem. To najważniejsze.

Czasem myślę: czy naprawdę trzeba wybierać między sobą a rodziną? Czy miłość po sześćdziesiątce to powód do wstydu? Może to właśnie teraz mam prawo być szczęśliwa – nawet jeśli inni tego nie rozumieją?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy naprawdę jestem egoistką?