Wybrał pracę zamiast mnie. Moja noc, która zmieniła wszystko

— Znowu wychodzisz? — mój głos drżał, choć starałam się brzmieć spokojnie. Stałam w kuchni, oparta o blat, patrząc na Tomka, który nerwowo pakował laptopa do torby.

— Marta, proszę cię, nie zaczynaj. Wiesz, że muszę skończyć ten projekt. Szef już mi patrzy na ręce — odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc.

Zegar na ścianie wskazywał 21:17. To miał być nasz wieczór. Obiecał mi to tydzień temu, kiedy po raz kolejny wrócił do domu po północy. Wtedy jeszcze wierzyłam, że coś się zmieni. Teraz już wiedziałam, że to tylko puste słowa.

— A ja? — zapytałam cicho. — Czy ja w ogóle jeszcze się liczę?

Tomek westchnął ciężko i odwrócił się do mnie z rezygnacją w oczach.

— Przecież wiesz, jak jest. To tylko kilka tygodni. Potem wszystko wróci do normy.

— Słyszysz siebie? Od miesięcy powtarzasz to samo! — głos mi się załamał. — Ile jeszcze mam czekać?

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W jego oczach widziałam zmęczenie, ale też coś jeszcze — obojętność. Jakby już dawno pogodził się z tym, że jestem tylko elementem jego codzienności, który można odłożyć na później.

— Muszę iść — rzucił krótko i wyszedł, nawet nie zamykając za sobą drzwi.

Usiadłam na podłodze w kuchni i pozwoliłam łzom płynąć. Przez ścianę słyszałam śmiech sąsiadów. Zazdrościłam im tej zwyczajnej bliskości.

Wstałam i przeszłam do salonu. Na stole leżała kartka z listą zakupów na weekend — miałam zrobić pierogi dla jego rodziców. Przypomniałam sobie ostatnią wizytę teściowej:

— Marto, powinnaś bardziej wspierać Tomka. On tyle pracuje dla waszego wspólnego dobra — mówiła z uśmiechem, który nie docierał do oczu.

Zacisnęłam pięści. Czy naprawdę wszyscy wokół uważali, że moje potrzeby są mniej ważne? Że powinnam być wdzięczna za ochłapy uwagi?

Telefon zawibrował. Wiadomość od mamy:

„Córciu, jak tam u was? Może wpadniecie w niedzielę na obiad? Tata tęskni.”

Nie odpisałam od razu. Ostatnio coraz częściej unikałam rozmów z rodzicami. Mama zawsze pytała o Tomka, a ja nie miałam siły udawać, że wszystko jest dobrze.

Włączyłam radio, żeby zagłuszyć ciszę. Prezenter mówił o nowym serialu o zdradzie i samotności w związku. Prychnęłam pod nosem — jakby ktoś napisał scenariusz o moim życiu.

Nagle przypomniałam sobie rozmowę sprzed kilku miesięcy:

— Marta, nie możesz ciągle czekać aż on się zmieni — mówiła moja przyjaciółka Ania przy kawie w Zodiaku. — Zasługujesz na coś więcej niż bycie tłem dla jego ambicji.

Wtedy się obraziłam. Dziś wiedziałam, że miała rację.

Zadzwonił domofon. Spojrzałam zaskoczona — była prawie północ. Otworzyłam drzwi bez pytania.

— Cześć… — Ania stała w progu z butelką wina i pudełkiem lodów. — Czułam, że tego potrzebujesz.

Objęłyśmy się bez słowa. Usiadłyśmy na kanapie, a ja opowiedziałam jej wszystko: o pustych obietnicach Tomka, o presji ze strony jego rodziny, o tym jak bardzo czuję się niewidzialna.

— Marta… — Ania spojrzała mi prosto w oczy. — Kiedy ostatni raz zrobiłaś coś tylko dla siebie?

Nie umiałam odpowiedzieć.

— On cię nie widzi. Ale ty możesz zobaczyć siebie na nowo — dodała cicho.

Tej nocy długo nie spałam. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo Tomka i Ani. Rano obudziłam się z ciężką głową i postanowieniem: muszę coś zmienić.

Zadzwoniłam do pracy i wzięłam wolne na żądanie. Pojechałam do rodziców do Piaseczna. Tata przywitał mnie mocnym uściskiem.

— Coś się stało? — zapytał z troską.

Poczułam, jak łzy znów napływają mi do oczu.

— Tato… chyba już nie umiem być szczęśliwa z Tomkiem.

Mama usiadła obok mnie i pogładziła po włosach.

— Czasem trzeba wybrać siebie, córeczko — powiedziała cicho.

Wróciłam do mieszkania późnym wieczorem. Tomek siedział przy komputerze, nawet nie zauważył kiedy weszłam.

— Musimy porozmawiać — powiedziałam stanowczo.

Spojrzał na mnie z irytacją.

— Teraz? Marta, naprawdę nie widzisz ile mam pracy?

— Właśnie dlatego teraz! Bo zawsze jest coś ważniejszego ode mnie!

Przez chwilę milczał, potem wzruszył ramionami.

— Może po prostu za dużo wymagasz?

Poczułam zimno w sercu. Wstałam i zaczęłam zbierać swoje rzeczy do torby.

— Gdzie idziesz? — zapytał z niedowierzaniem.

— Tam, gdzie ktoś mnie zauważy — odpowiedziałam cicho i wyszłam bez oglądania się za siebie.

Dziś mija pół roku od tamtej nocy. Wynajmuję małe mieszkanie na Ochocie, uczę się żyć sama ze sobą i dla siebie. Czasem jest mi smutno, czasem czuję ulgę. Ale wiem jedno: już nigdy nie pozwolę sobie być czyimś tłem.

Czy naprawdę musimy poświęcać siebie dla cudzych ambicji? A może czasem warto wybrać własne szczęście?