„Dlaczego nie wracasz do domu, synu?” – Moja walka o rodzinę, którą tracę każdego dnia
– Michał, proszę cię… – mój głos drży, gdy słyszę w słuchawce jego oddech. – Synku, dlaczego nie przyjeżdżasz? Tyle czasu cię nie było…
Cisza. Słyszę tylko szum w tle, może tramwaj, może radio. Michał zawsze był taki czuły, taki troskliwy. Odkąd się ożenił z Anią, wszystko się zmieniło. Ostatni raz widziałam go na Wielkanoc, kiedy jeszcze przyjechał sam. Od tamtej pory – tylko krótkie rozmowy przez telefon, coraz rzadsze, coraz chłodniejsze.
– Mamo, nie mogę teraz rozmawiać – odpowiada w końcu cicho. – Ania nie czuje się dobrze…
Znowu ona. Zawsze ona. Kiedyś myślałam, że będziemy rodziną, że będziemy razem piec pierogi na święta i śmiać się przy stole. Ale Ania od początku patrzyła na mnie z dystansem. Pamiętam jej spojrzenie podczas pierwszej wizyty – jakby oceniała każdy mój ruch, każde słowo.
– Michałku, ja tylko chciałam…
– Mamo, muszę kończyć.
Słuchawka milknie. Zostaję sama w kuchni, w której jeszcze pachnie rosół. Gotowałam go specjalnie dla niego – tak jak lubił od dziecka. Zawsze prosił o dokładkę. Teraz nawet nie wiem, czy jeszcze lubi rosół.
Zegar tyka głośniej niż zwykle. Siadam przy stole i patrzę na zdjęcie Michała z matury. Uśmiechnięty, z dumą w oczach. Byłam wtedy taka szczęśliwa…
Wieczorem dzwonię do mojej siostry, Ewy.
– On już do ciebie nie wróci – mówi bez ogródek. – Musisz się pogodzić.
– Ale dlaczego? Co ja zrobiłam nie tak? Przecież zawsze byłam dobrą matką…
Ewa wzdycha.
– To nie twoja wina. Po prostu Ania chce mieć go tylko dla siebie.
Nie potrafię tego zrozumieć. Przecież nie chcę im przeszkadzać. Chcę tylko widzieć mojego syna, porozmawiać z nim, przytulić go czasem. Czy to naprawdę tak wiele?
Kilka dni później dostaję SMS-a od Michała: „Mamo, proszę cię, nie dzwoń tak często. Ania źle się czuje przez te rozmowy.”
Czuję się jakby ktoś wyrwał mi serce. Przez całe życie starałam się być dla niego wsparciem, a teraz jestem ciężarem? Przypominam sobie wszystkie noce spędzone przy jego łóżku, kiedy miał gorączkę. Wszystkie rozmowy o życiu, kiedy dorastał i miał złamane serce po pierwszej dziewczynie.
Próbuję zadzwonić jeszcze raz. Tym razem odbiera Ania.
– Pani Zofio – jej głos jest chłodny jak lód. – Michał jest zajęty. Proszę nie dzwonić więcej bez potrzeby.
– Ale ja tylko chciałam…
– Proszę to uszanować.
Odkłada słuchawkę bez pożegnania. Siedzę długo w fotelu i patrzę w okno na ciemniejące niebo nad Warszawą. Wspominam czasy, kiedy Michał był mały i biegał po podwórku z kolegami. Wtedy świat wydawał się prostszy.
Następnego dnia spotykam sąsiadkę, panią Krystynę.
– Coś pani taka smutna? – pyta zatroskana.
Opowiadam jej wszystko. Krystyna kiwa głową ze zrozumieniem.
– Moja córka też tak zrobiła – mówi cicho. – Od kiedy wyszła za mąż, widuję ją tylko od święta. Teraz to te młode mają inne priorytety…
Ale czy naprawdę muszą odcinać się od rodziców? Czy to jest cena dorosłości?
Wieczorem długo nie mogę zasnąć. W głowie kłębią mi się pytania: Czy powinnam była być bardziej stanowcza wobec Ani? Czy za bardzo ingerowałam w ich życie? Może powinnam była milczeć wtedy, kiedy Ania narzekała na pracę Michała? Może powinnam była bardziej ją chwalić?
Piszę list do syna:
„Michałku,
Nie wiem już, jak do Ciebie dotrzeć. Bardzo za Tobą tęsknię. Chciałabym Cię zobaczyć choć na chwilę. Jeśli zrobiłam coś źle – przepraszam. Kocham Cię i zawsze będę czekać.”
Nie dostaję odpowiedzi.
Mijają tygodnie. W pracy jestem coraz bardziej rozkojarzona. Koleżanki pytają, co się dzieje. Nie mam siły tłumaczyć.
Pewnego dnia spotykam Michała przypadkiem na ulicy. Idzie szybko, z głową spuszczoną w telefonie.
– Michał! – wołam.
Zatrzymuje się niechętnie.
– Cześć, mamo – mówi cicho.
Widzę w jego oczach zmęczenie i coś jeszcze – może wyrzuty sumienia?
– Synku… Tylko chwilkę…
Patrzy na mnie nerwowo.
– Mamo, proszę cię… Ania jest w ciąży i bardzo to przeżywa… Nie chcemy konfliktów.
Czuję ukłucie zazdrości i żalu jednocześnie.
– Ale ja nie chcę konfliktów! Chcę tylko być częścią waszego życia…
Michał wzdycha ciężko.
– Muszę już iść.
Odchodzi szybko, zostawiając mnie na środku chodnika z łzami w oczach.
Wracam do pustego mieszkania i siadam na łóżku. Przeglądam stare zdjęcia: Michał na rowerze, Michał z pierwszym świadectwem z paskiem, Michał przy choince…
Czy naprawdę tak łatwo można zapomnieć o matce?
Piszę kolejny list – tym razem do Ani:
„Aniu,
Wiem, że nie jest ci łatwo i że chcesz chronić swoją rodzinę. Ale ja też jestem rodziną Michała. Proszę cię tylko o jedno: pozwól mi być babcią dla waszego dziecka.”
Nie dostaję odpowiedzi.
Czasem myślę o tym wszystkim nocami i pytam siebie: gdzie popełniłam błąd? Czy można kochać za bardzo? Czy matka powinna nauczyć się odpuszczać?
Może ktoś z was zna odpowiedź na to pytanie? Może ktoś przeżył coś podobnego? Bo ja już nie wiem: walczyć dalej czy pozwolić odejść?