Synowa tajemnica: Ile kosztuje matczyna miłość?
– Mamo, proszę cię, tylko nie mów o tym Ani. – Głos Daniela drżał, a ja ściskałam w dłoni telefon, czując jak serce bije mi szybciej niż zwykle. Był środek listopada, za oknem padał śnieg, a ja siedziałam przy kuchennym stole, patrząc na przelew, który właśnie wpłynął na moje konto.
To już trzeci miesiąc z rzędu, kiedy Daniel przesyłał mi prawie połowę swojej pensji. Zawsze z tą samą prośbą: „Mamo, tylko nie mów Ani. Ona by tego nie zrozumiała”. I za każdym razem czułam się coraz gorzej. Czy naprawdę powinnam ukrywać coś takiego przed własną synową? Czy to w ogóle jest w porządku wobec niej? Przecież Ania jest dobrą żoną, matką moich wnuków, a ja… Ja staję się wspólniczką w jakiejś dziwnej grze.
– Danielu, ale dlaczego? – zapytałam cicho, starając się nie brzmieć oskarżycielsko. – Przecież macie dzieci, kredyt na mieszkanie…
– Mamo, ty wiesz najlepiej, jak ciężko mi było znaleźć tę pracę. Ania nie rozumie, ile mnie to kosztuje. Ona tylko widzi rachunki i wydatki. Ty zawsze mnie wspierałaś…
Zamknęłam oczy. Przypomniałam sobie te wszystkie lata, kiedy Daniel był mały. Jego ojciec odszedł, gdy miał sześć lat. Zostałam sama z dzieckiem i długami. Pracowałam na dwa etaty, żeby niczego mu nie brakowało. Teraz on chce się odwdzięczyć – tylko czy to naprawdę jest odwdzięczanie się? Czy raczej ucieczka przed własnymi problemami?
Wieczorem zadzwoniła Ania.
– Pani Zosiu, czy Daniel nie zostawił u pani jakichś dokumentów? – zapytała z lekkim niepokojem w głosie.
– Nie, kochanie, niczego tu nie ma – skłamałam bez mrugnięcia okiem. Poczułam się podle. Kiedy odkładałam słuchawkę, ręce mi drżały.
Następnego dnia spotkałam się z moją przyjaciółką, Grażyną. Siedziałyśmy w kawiarni przy herbacie.
– Zosiu, ty musisz coś z tym zrobić – powiedziała stanowczo Grażyna. – To nie jest zdrowe ani dla ciebie, ani dla nich. Tajemnice zawsze wychodzą na jaw.
– Ale co mam zrobić? – szepnęłam. – Jeśli powiem Ani, Daniel już nigdy mi nie zaufa. A jeśli będę milczeć… czuję się jak złodziejka.
Grażyna spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Może czas porozmawiać z Danielem szczerze? Powiedzieć mu, że to nie jest rozwiązanie?
Przez kolejne dni nie mogłam spać. W nocy przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym wszystkim. W końcu postanowiłam – muszę porozmawiać z Danielem.
Spotkaliśmy się w niedzielę po mszy. Daniel wyglądał na zmęczonego i przybitego.
– Synku… – zaczęłam ostrożnie. – Nie mogę tak dalej żyć. Ta tajemnica mnie niszczy.
Daniel spuścił głowę.
– Wiem, mamo. Ale ja naprawdę nie mam do kogo się zwrócić. Ania ciągle narzeka na pieniądze, a ja… Ja chciałem ci pomóc. Wiem, że masz niską emeryturę.
– Ale ja sobie radzę! – przerwałam mu gwałtownie. – To wy macie dzieci i kredyt! Danielu, czy ty uciekasz przed problemami zamiast je rozwiązywać?
Zamilkł na chwilę.
– Może… Może boję się Ani powiedzieć prawdę o swoich zarobkach. Boję się jej rozczarować.
Poczułam łzy pod powiekami.
– Synku… Miłość to nie są pieniądze. Miłość to szczerość i zaufanie. Jeśli będziesz budował swoje małżeństwo na kłamstwach…
Daniel spojrzał na mnie z bólem w oczach.
– Masz rację, mamo. Ale jak mam jej powiedzieć? Że przez pół roku dawałem ci pieniądze za jej plecami?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wiedziałam tylko jedno – ta tajemnica już nas wszystkich zatruła.
Kilka dni później Ania przyszła do mnie niespodziewanie.
– Pani Zosiu… Czy Daniel coś pani mówił? Ostatnio jest jakiś inny…
Patrzyłam na nią i czułam, jak serce mi pęka. Chciałam ją przytulić i powiedzieć prawdę, ale nie mogłam zdradzić syna.
– Może po prostu jest zmęczony pracą – wymamrotałam.
Ania westchnęła ciężko.
– Czasem mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa…
Po jej wyjściu długo płakałam. Wiedziałam już wtedy, że muszę coś zrobić. Następnego dnia zadzwoniłam do Daniela.
– Synku, musisz porozmawiać z Anią. Inaczej stracisz ją na zawsze.
Nie wiem, jak ta historia się skończy. Może Ania wybaczy Danielowi kłamstwo, a może nie. Wiem tylko jedno: tajemnice niszczą rodzinę szybciej niż bieda czy brak pieniędzy.
Czy miłość naprawdę można przeliczyć na pieniądze? Czy pomagając dziecku za wszelką cenę, nie odbieramy mu szansy na dorosłość? Może czasem trzeba pozwolić odejść…