Między zaufaniem a zdradą: Czy mój syn ma rację, a ja ślepo wierzę?
— Mamo, on cię okłamuje! — Bartek wrzasnął tak głośno, że aż szklanka w mojej dłoni zadrżała. Stał w progu kuchni, z twarzą czerwoną od gniewu i łez. — Ty nic nie widzisz! Ślepo mu wierzysz!
Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Andrzej siedział przy stole, z gazetą w ręku, udając, że nie słyszy. Ale ja widziałam, jak jego palce drżą na papierze. W powietrzu wisiała cisza, gęsta jak mgła nad Wisłą w listopadowy poranek.
— Bartek, uspokój się — powiedziałam cicho, choć sama byłam bliska płaczu. — Porozmawiamy o tym spokojnie.
— Nie! — krzyknął. — Ty nigdy mnie nie słuchasz! On cię zdradza, mamo! Widziałem go wczoraj z jakąś kobietą pod galerią. Przytulali się!
Spojrzałam na Andrzeja. Jego twarz była kamienna, ale oczy miał pełne lęku. Przez chwilę miałam ochotę go zapytać: „To prawda?” Ale nie mogłam. Przecież ufałam mu. Przecież przez ostatnie trzy lata był dla mnie oparciem po rozwodzie z ojcem Bartka. To on pomógł mi stanąć na nogi, to on przytulał mnie, gdy świat walił mi się na głowę.
Bartek wybiegł z kuchni, trzaskając drzwiami. Zostałam sama z Andrzejem i moimi myślami.
— To nie tak, jak myśli Bartek — powiedział cicho Andrzej, nie patrząc mi w oczy.
— Więc jak? — zapytałam drżącym głosem.
— To była koleżanka z pracy. Miała ciężki dzień, potrzebowała wsparcia. Nic więcej.
Chciałam mu wierzyć. Naprawdę chciałam. Ale w głowie dudniły mi słowa Bartka: „Ślepo mu wierzysz”.
Wieczorem Bartek wrócił do domu późno. Siedziałam na jego łóżku, czekając na niego jak za dawnych lat, kiedy był jeszcze małym chłopcem i bał się ciemności.
— Synku… — zaczęłam.
— Nie mów do mnie tak — przerwał mi chłodno. — Już nie jestem dzieckiem.
— Wiem. Ale jesteś moim synem i kocham cię najbardziej na świecie.
— To czemu nie chcesz mnie wysłuchać? Czemu zawsze bronisz jego?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przecież powinnam ufać własnemu dziecku. Ale czy to możliwe, żeby Andrzej mnie zdradzał? Przecież tyle razem przeszliśmy…
Następne dni były koszmarem. Bartek unikał mnie i Andrzeja, zamykał się w swoim pokoju albo wychodził z domu bez słowa. Andrzej starał się być czuły i wyrozumiały, ale czułam między nami mur. Każde spojrzenie Bartka było jak oskarżenie.
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła moje rozkojarzenie.
— Coś się stało? — zapytała troskliwie.
Opowiedziałam jej wszystko. Kasia westchnęła.
— Wiesz… czasem dzieci widzą więcej niż nam się wydaje. Ale czasem też przesadzają z zazdrości.
Zaczęłam analizować każdy szczegół. Czy Andrzej rzeczywiście często wychodzi wieczorami? Czy naprawdę jest taki zapracowany? Czy jego telefon zawsze jest wyciszony przy mnie?
Pewnego dnia postanowiłam to sprawdzić. Kiedy Andrzej wyszedł pod pretekstem spotkania służbowego, poszłam za nim. Serce waliło mi jak młotem. Czułam się podle, jakby zdradzała własne zasady.
Zobaczyłam go na ławce w parku, rozmawiał z tą samą kobietą, którą opisał Bartek. Tym razem nie przytulali się, ale atmosfera była napięta. Kobieta płakała, Andrzej trzymał ją za rękę.
Zrobiło mi się niedobrze. Odeszłam szybko, zanim mnie zauważyli.
Wieczorem nie mogłam spać. W głowie miałam chaos: czy to tylko przyjaźń? Czy może coś więcej? Czy Bartek miał rację?
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać szczerze z Andrzejem.
— Musisz mi powiedzieć prawdę — powiedziałam stanowczo. — Kim dla ciebie jest ta kobieta?
Andrzej spuścił głowę.
— To była moja dawna narzeczona — wyznał po chwili ciszy. — Rozstała się z mężem i szukała wsparcia… Przyznaję, że przez chwilę poczułem coś więcej niż tylko współczucie. Ale nic się nie stało. Przysięgam.
Łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam już, co jest prawdą, a co kłamstwem.
Bartek wszedł do pokoju w samym środku naszej rozmowy.
— Słyszałem wszystko — powiedział cicho. — Mamo… ja tylko chcę cię chronić.
Objęłam go mocno. Poczułam jego drżące ciało i własne łzy na policzkach.
— Przepraszam cię, synku… Przepraszam was obu… Nie wiem już, komu wierzyć…
Od tamtej pory nic już nie było takie samo. Zaufanie zostało nadszarpnięte, relacje poranione. Staram się odbudować mosty między mną a Bartkiem, ale wiem, że on już nigdy nie spojrzy na Andrzeja tak samo.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy można kochać dwóch mężczyzn naraz — syna i partnera — i nie zdradzić żadnego z nich? Czy serce matki może być podzielone bez bólu?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Jak rozpoznać prawdę między miłością a lojalnością?