„Brat chciał sprzedać dom mamy, gdy ona walczyła o życie. Od tej pory nie jesteśmy już rodziną”

– Nie zamierzam tu siedzieć i patrzeć, jak mama umiera – powiedział Tomek, rzucając kluczami na stół. Jego głos był zimny, obcy. Stałam w kuchni, ściskając kubek z herbatą, która już dawno wystygła. Mama leżała w pokoju obok, oddychając ciężko, a ja czułam, jak świat wali mi się na głowę.

– Tomek, ona cię potrzebuje. My wszyscy cię potrzebujemy – próbowałam jeszcze raz przemówić mu do rozsądku. Ale on tylko wzruszył ramionami.

– Ty zawsze byłaś tą odpowiedzialną, Anka. Ja się do tego nie nadaję. Zresztą… dom można sprzedać, mama i tak już nie wróci do zdrowia.

Te słowa rozdarły mnie na pół. Jak można być tak zimnym? To była nasza mama! Kobieta, która przez całe życie pracowała ponad siły, żebyśmy mieli co jeść i gdzie mieszkać. A teraz, kiedy potrzebowała nas najbardziej, Tomek myślał tylko o pieniądzach.

Nie spałam tej nocy. Siedziałam przy łóżku mamy, trzymając ją za rękę. Była taka drobna, jakby z każdym oddechem uchodziło z niej życie. W pewnym momencie otworzyła oczy i spojrzała na mnie z troską.

– Aniu… nie kłóćcie się z Tomkiem przez mnie – wyszeptała słabo.

Łzy napłynęły mi do oczu.

– Mamo, on chce cię zostawić. Chce sprzedać dom…

Mama tylko westchnęła i pogłaskała mnie po dłoni.

– Każdy radzi sobie z bólem inaczej… Ale ty jesteś moją siłą.

Przez kolejne tygodnie walczyłam sama. Tomek pojawiał się coraz rzadziej. Raz przyszedł z jakimś notariuszem, próbując przekonać mamę do podpisania pełnomocnictwa. Wtedy pierwszy raz w życiu na niego nakrzyczałam.

– Wynoś się! – krzyknęłam przez łzy. – Jeśli chcesz pieniędzy, sprzedaj swoje mieszkanie! To jest dom mamy!

Tomek spojrzał na mnie z pogardą.

– Ty zawsze musisz być tą świętą. Zobaczysz, jeszcze będziesz żałować.

Po tej rozmowie przestał odbierać telefony. Zostałam sama z mamą, jej pieluchami, lekami i strachem przed kolejnym dniem. Pracowałam zdalnie po nocach, żeby mieć za co kupić leki i opłacić rachunki. Czasem miałam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić.

Najgorsze były święta. Siedziałyśmy we dwie przy stole, patrząc na puste miejsce po Tomku. Mama płakała cicho w poduszkę, a ja udawałam przed nią silną.

Pewnego dnia zadzwonił telefon. To był sąsiad – Tomek przyjechał pod dom z jakimiś obcymi ludźmi i robił zdjęcia ogrodu.

Wybiegłam na podwórko w samym szlafroku.

– Co ty wyprawiasz?!

– Pokazuję dom potencjalnym kupcom – odpowiedział bez cienia wstydu.

– Mama żyje! Nie masz prawa!

Jeden z mężczyzn spojrzał na mnie niepewnie.

– Przepraszam, myśleliśmy, że dom jest już do sprzedania…

Wtedy coś we mnie pękło. Wyrzuciłam Tomka za bramę i powiedziałam mu prosto w twarz:

– Dla mnie już nie istniejesz.

Po tej scenie sąsiedzi zaczęli mi pomagać. Pani Basia przynosiła obiady, pan Marek odśnieżał podjazd. Ale Tomek zniknął na dobre.

Mama odeszła wiosną. Trzymałam ją za rękę do samego końca. Przed śmiercią poprosiła mnie tylko o jedno:

– Nie chowaj w sercu nienawiści do brata…

Ale jak mam wybaczyć komuś, kto zdradził nas w najgorszym momencie?

Po pogrzebie Tomek pojawił się tylko raz – po klucze do domu. Oddałam mu je bez słowa. Od tamtej pory nie rozmawiamy. Czasem mijam go na mieście – udaje, że mnie nie widzi.

Często zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy powinnam była bardziej walczyć o tę rodzinę? Czy są rzeczy, których naprawdę nie da się wybaczyć?

Może ktoś z was miał podobnie? Jak poradzić sobie z takim bólem i zdradą? Czy rodzina to naprawdę zawsze najważniejsze?