Oddałam rodzinie wszystko, a dziś czuję się zdradzona. Czy powinnam walczyć o swoje małżeństwo?
— Znowu nie wróciłaś na czas — usłyszałam głos mojego męża, Pawła, kiedy przekraczałam próg naszego mieszkania. Była 22:30, a ja wracałam od babci, którą opiekowałam się już szósty rok z rzędu. — Przepraszam, babcia miała dziś gorszy dzień. Nie mogłam jej tak zostawić — odpowiedziałam cicho, zdejmując buty i czując, jak zmęczenie rozlewa się po całym ciele.
Paweł tylko wzruszył ramionami i wrócił do oglądania telewizji. W kuchni czekała na mnie zimna herbata i sterta nieumytych naczyń. Przez chwilę stałam w progu, patrząc na ten bałagan i myśląc: „Czy to naprawdę jest moje życie?”
Sześć lat temu teściowa, pani Halina, wyjechała do Niemiec do pracy. „Tylko na chwilę, żeby podreperować budżet” — mówiła wtedy. Zostałam z Pawłem i jego babcią, panią Janiną. Na początku myślałam, że to tylko kilka miesięcy. Ale miesiące zamieniły się w lata.
— Asia, ty jesteś taka dobra dziewczyna — mówiła mi teściowa przez telefon. — Wiem, że mogę na ciebie liczyć. Babcia cię uwielbia! — A ja uśmiechałam się przez łzy, bo przecież nie wypadało narzekać.
Z czasem opieka nad babcią stała się moim drugim etatem. Codziennie po pracy biegłam do niej: gotowałam, sprzątałam, podawałam leki, słuchałam jej opowieści o dawnych czasach. Paweł pomagał rzadko. „To przecież twoja rola, kobieto” — rzucał czasem żartem, ale bolało mnie to coraz bardziej.
Najgorsze były święta. Siedzieliśmy przy stole w trójkę: ja, Paweł i babcia Janina. Teściowa dzwoniła z Niemiec, przesyłała zdjęcia prezentów i chwaliła się nowym mieszkaniem. A ja czułam się jak służąca we własnym domu.
Pewnego wieczoru babcia upadła w łazience. Znalazłam ją leżącą na zimnych kafelkach, płaczącą z bólu. Zadzwoniłam po karetkę, a potem po Pawła. — Nie mogę teraz przyjechać, mam ważne spotkanie — powiedział tylko i rozłączył się. Siedziałam przy babci całą noc w szpitalu, trzymając ją za rękę.
Po powrocie do domu wybuchłam:
— Pawle, ile jeszcze mam to ciągnąć sama? Twoja mama nawet nie zamierza wracać! Ja też mam swoje życie!
— Przesadzasz — odpowiedział chłodno. — Przecież to tylko starsza osoba. Każdy ma swoje obowiązki.
Od tamtej pory coś we mnie pękło. Zaczęłam coraz częściej płakać po nocach. Czułam się samotna jak nigdy dotąd.
Któregoś dnia zadzwoniła teściowa:
— Asiu, muszę ci coś powiedzieć… Nie wrócę już do Polski. Znalazłam tu kogoś i zaczynam nowe życie. Babcia zostaje u was.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
— Ale… a my? A Paweł? A ja?
— Jesteście dorośli. Poradzicie sobie — odpowiedziała bez cienia emocji.
Wtedy zrozumiałam: zostałam sama z problemem, który nigdy nie był mój.
Od tamtej rozmowy minęły dwa miesiące. Babcia coraz częściej choruje, Paweł coraz częściej znika z domu. Zaczęłam mieć wrażenie, że jestem niewidzialna dla własnej rodziny.
Ostatnio odwiedziła mnie moja mama.
— Asiu, musisz pomyśleć o sobie. Ile jeszcze dasz radę tak żyć?
— Nie wiem… Boję się odejść. Boję się zostać sama.
— Ale czy ty naprawdę jesteś z kimś? Czy tylko z ich problemami?
Te słowa nie dają mi spokoju.
Wczoraj wieczorem usiadłam z Pawłem przy stole.
— Musimy porozmawiać — zaczęłam drżącym głosem.
— O czym znowu? — westchnął znudzony.
— O nas. O tym wszystkim… Ja już nie daję rady. Potrzebuję wsparcia albo muszę odejść.
Spojrzał na mnie jak na obcą osobę.
— Przesadzasz. Każdy ma jakieś obowiązki. Ty zawsze byłaś silna.
A ja poczułam się tak słaba jak nigdy dotąd.
Dziś siedzę przy oknie i patrzę na światła miasta. Zastanawiam się: czy warto dalej walczyć o rodzinę, która nie widzi mojego poświęcenia? Czy może czas pomyśleć o sobie?
Czy ktoś z was też czuł się kiedyś tak samotny wśród najbliższych? Jak znaleźć w sobie odwagę, by zawalczyć o własne szczęście?