„Spakuj walizki i przyjedź natychmiast!” – Jak moja teściowa przejęła nasze życie po narodzinach syna

– Spakuj walizki i przyjedź natychmiast! – usłyszałam w słuchawce głos Barbary, mojej teściowej. Była godzina 22:30, a ja właśnie próbowałam uśpić naszego dwutygodniowego synka, Antosia. Michał, mój mąż, siedział w kuchni i bezradnie patrzył na telefon. Wiedziałam, że to nie jest prośba. To był rozkaz.

Od dnia narodzin Antosia Barbara była wszędzie. Wchodziła do naszego mieszkania bez pukania, przynosiła własne jedzenie, przestawiała meble, a nawet zmieniała pieluchy synkowi, zanim zdążyłam się zorientować. – Ty jesteś za delikatna – powtarzała mi codziennie. – Dziecko potrzebuje silnej ręki!

Początkowo próbowałam być wdzięczna. W końcu to jej pierwszy wnuk, a ja byłam zmęczona i zagubiona. Ale z każdym dniem czułam się coraz bardziej jak gość we własnym domu. Michał powtarzał: – Daj jej trochę czasu, ona się martwi. Ale ja widziałam, jak Barbara przejmuje kontrolę nad wszystkim: od tego, co jemy na obiad, po to, jak ubieram Antosia.

Pewnego dnia wróciłam z krótkiego spaceru i zastałam Barbarę w naszej sypialni. Stała nad łóżeczkiem i mówiła do synka: – Mamusia nie wie, co robi. Babcia cię nauczy wszystkiego. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – Proszę wyjść z mojego pokoju – powiedziałam cicho. Barbara spojrzała na mnie z pogardą: – To nie jest tylko twój pokój. To dom mojego syna.

Wieczorami płakałam w łazience, żeby Michał nie widział. Czułam się bezsilna i samotna. Próbowałam rozmawiać z mężem:
– Michał, ja już nie wytrzymuję. Twoja mama mnie nie szanuje.
– Przesadzasz – odpowiadał zmęczonym głosem. – Ona chce dobrze.

Ale czy naprawdę chciała dobrze? Czy może nie potrafiła pogodzić się z tym, że jej syn ma teraz własną rodzinę?

Kiedy Antoś miał miesiąc, Barbara zaczęła przychodzić codziennie rano i zostawać do wieczora. Zaczęła krytykować wszystko: że karmię piersią za często, że nie umiem go uspokoić, że mieszkanie jest za chłodne. Pewnego dnia przyniosła własny termometr i zaczęła mierzyć temperaturę w każdym pokoju.

– W twoim wieku nie miałam takich problemów – mówiła z wyższością. – Ty jesteś za miękka.

Zaczęłam unikać własnego domu. Chodziłam na długie spacery z Antosiem, byle tylko nie słyszeć jej komentarzy. Ale wracając czułam się jak intruz.

Najgorszy był dzień chrztu. Barbara zaprosiła całą swoją rodzinę bez pytania mnie o zdanie. Ustawiła stół po swojemu i nawet wybrała ubranko dla Antosia. Kiedy próbowałam zaprotestować, powiedziała tylko:
– Ty jesteś matką tylko z nazwy.

Po tej uroczystości wybuchłam. Zamknęłam się w sypialni i płakałam przez godzinę. Michał próbował mnie pocieszyć:
– Kochanie, ona już taka jest…
– A ja? Ja już nie istnieję? – krzyczałam przez łzy.

Zaczęliśmy się kłócić coraz częściej. Michał był rozdarty między mną a matką. Ja czułam się coraz bardziej osamotniona i niewidzialna.

Pewnego dnia zadzwoniła moja mama:
– Aniu, co się dzieje? Jesteś jakaś inna…
Opowiedziałam jej wszystko przez łzy. Mama przyjechała następnego dnia i zobaczyła Barbarę w akcji.
– Pani Barbaro, to nie jest pani dom – powiedziała spokojnie. – Proszę dać młodym trochę przestrzeni.
Barbara spojrzała na nią jak na wroga:
– Ja tylko pomagam! Gdyby nie ja, to dziecko by tu zmarzło!

Po tej rozmowie Barbara obraziła się na kilka dni, ale potem wróciła ze zdwojoną siłą.

W końcu przyszedł dzień, kiedy nie wytrzymałam.
– Michał, albo ona przestaje tu rządzić, albo ja odchodzę! – powiedziałam stanowczo.
Michał patrzył na mnie długo w milczeniu.
– Nie chcę wybierać między tobą a mamą…
– Ale ja już wybrałam! – odpowiedziałam drżącym głosem.

Spakowałam kilka rzeczy dla siebie i Antosia i pojechałam do mamy. Przez tydzień Michał dzwonił codziennie i błagał, żebym wróciła.
– Kocham cię, ale nie mogę żyć pod jednym dachem z twoją matką – powtarzałam.

W końcu Michał przyszedł do nas sam.
– Porozmawiałem z mamą. Powiedziałem jej, że musi się wycofać…
Nie wierzyłam mu do końca, ale wróciłam do domu.
Barbara przestała przychodzić codziennie, ale nasze relacje już nigdy nie były takie same.

Czasem patrzę na Antosia i zastanawiam się: czy kiedyś będę taką teściową? Czy potrafię uszanować wybory mojego dziecka? Gdzie kończy się szacunek dla rodziców, a zaczyna prawo do własnego życia?

Czy Wy też mieliście takie doświadczenia? Jak sobie poradziliście?