Mieszkanie po ojcu, którego nigdy nie znałam – a teraz mama żąda połowy. Czy to sprawiedliwe?
– To nie jest sprawiedliwe, mamo! – krzyknęłam przez łzy, patrząc na nią z niedowierzaniem. Stałyśmy naprzeciwko siebie w kuchni, a między nami leżały dokumenty spadkowe, które jeszcze rano wydawały mi się początkiem nowego życia. Teraz były tylko symbolem zdrady i bólu.
Nigdy nie znałam swojego ojca. Przez całe dzieciństwo mama powtarzała mi, że „nie warto o nim mówić”, że „nie był nikim ważnym”. W szkole, gdy dzieci pytały, gdzie jest mój tata, odpowiadałam wymijająco albo milczałam. Z czasem nauczyłam się żyć z tą pustką – aż do dnia, kiedy dostałam list polecony z kancelarii notarialnej.
Pamiętam, jak trzęsły mi się ręce, gdy otwierałam kopertę. „Pani Anna Nowak została powołana do spadku po zmarłym Janie Nowaku…” – czytałam na głos, a słowa odbijały się echem w pustym mieszkaniu. Mój ojciec miał na imię Jan. Zostawił mi mieszkanie na Pradze – stare, ale zadbane, z widokiem na park. Nie mogłam uwierzyć, że przez tyle lat żył gdzieś obok, a ja nawet nie wiedziałam, jak wygląda.
Kiedy powiedziałam o tym mamie, jej twarz stężała. Nie zapytała, jak się czuję. Nie zapytała, czy chcę zobaczyć to mieszkanie. Zamiast tego usiadła naprzeciwko mnie i powiedziała chłodno:
– Należy mi się połowa.
Zatkało mnie. – Jak to? Przecież to ja jestem jego córką…
– Byliśmy małżeństwem – przerwała mi ostro. – Po rozwodzie nie zrzekłam się praw do majątku. To mieszkanie kupiliśmy razem, zanim cię urodziłam.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Przez całe życie byłam przekonana, że mój ojciec był nikim. Teraz okazało się, że miałam rodzinę – i że mama przez lata ukrywała przede mną prawdę. W jednej chwili poczułam się jak bohaterka taniego serialu.
Przez kilka dni chodziłam jak struta. W pracy nie mogłam się skupić, koleżanki pytały, czy wszystko w porządku. Nie wiedziałam, co im odpowiedzieć. W głowie miałam tylko jedno pytanie: dlaczego?
Wieczorem zadzwoniła do mnie ciocia Basia – siostra mamy. Zawsze była dla mnie jak druga matka.
– Aniu, wiem, że jesteś zła na swoją mamę… Ale ona też miała swoje powody.
– Jakie powody? – zapytałam przez łzy. – Przez całe życie kłamała!
– Twój ojciec… on nie był łatwym człowiekiem. Pił, znikał na całe tygodnie. Twoja mama chciała cię chronić.
– Ale czy to znaczy, że mogła wymazać go z mojego życia? Nawet nie pozwoliła mi go poznać!
Basia westchnęła ciężko.
– Czasem rodzice robią głupie rzeczy z miłości…
Nie potrafiłam jej wybaczyć. Każda rozmowa z mamą kończyła się kłótnią. Ona powtarzała swoje:
– To mieszkanie to też moja przeszłość! Ja tam sprzątałam, remontowałam…
A ja swoje:
– Ale to ja byłam jego córką! To ja przez lata nie miałam ojca!
W końcu postanowiłam pojechać do tego mieszkania sama. Klucz leżał w kopercie razem z aktem notarialnym. Weszłam do środka i poczułam dziwny zapach starych książek i kawy. Na ścianach wisiały zdjęcia – na jednym rozpoznałam siebie jako małą dziewczynkę. Obok stał mężczyzna o łagodnych oczach. Mój ojciec?
Przeszukałam szuflady w nadziei na list albo chociaż kartkę z wyjaśnieniem. Znalazłam tylko stare rachunki i kilka pocztówek z nadmorskich miejscowości – wszystkie zaadresowane do mnie, ale nigdy ich nie dostałam.
Serce ścisnęło mi się z żalu i gniewu. Mama przez lata odbierała mi nawet te drobne gesty kontaktu z ojcem.
Wróciłam do domu i zadzwoniłam do niej.
– Dlaczego mi to zrobiłaś? Dlaczego nie pozwoliłaś mi go poznać?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Bałam się… Bałam się, że cię skrzywdzi tak jak mnie – wyszeptała w końcu.
– Ale skrzywdziłaś mnie ty – odpowiedziałam cicho.
Nie wiem, jak dalej potoczy się nasza relacja. Mama upiera się przy swoim – chce połowy mieszkania. Ja czuję się zdradzona przez oboje rodziców: przez ojca, który odszedł i przez matkę, która odebrała mi prawo do prawdy.
Czasem patrzę na klucz do mieszkania i zastanawiam się: czy to miejsce może być dla mnie nowym początkiem? Czy kiedykolwiek wybaczę mamie? Czy można naprawić rodzinę po tylu latach kłamstw?
Może wy macie podobne doświadczenia? Co byście zrobili na moim miejscu?