Nigdy nie wyszłam za mąż: Dzień, w którym odkryłam prawdę o Pawle i jego matce
– Marta, ta suknia jest przepiękna! – zawołała moja mama, ocierając łzę wzruszenia. Stałam przed lustrem w salonie sukien ślubnych na Nowym Świecie, a moja młodsza siostra Ania robiła mi zdjęcia telefonem. Czułam się jak w bajce, choć gdzieś w środku ściskał mnie niepokój. Paweł nie odbierał ode mnie telefonu od rana. Zawsze był taki opiekuńczy, a dziś… cisza.
– Może coś się stało? – wymamrotałam do siebie, próbując ukryć drżenie głosu.
– Przestań się zamartwiać, pewnie jest zajęty w pracy – uspokajała mnie Ania, ale widziałam w jej oczach cień wątpliwości.
Nie wiedziałam wtedy, że w tym samym czasie Paweł siedzi z matką w ciemnym salonie ich mieszkania na Pradze. Pani Barbara płakała cicho, ściskając w dłoni pismo z sądu. Komornik miał przyjść za tydzień. Paweł próbował coś wymyślić, dzwonił po znajomych, szukał ratunku. Ale przede mną – swoją narzeczoną – ukrywał wszystko.
Wieczorem wróciłam do naszego mieszkania. Paweł siedział przy stole, blady i zamyślony.
– Gdzie byłeś cały dzień? Martwiłam się – zaczęłam ostrożnie.
– Przepraszam, miałem dużo pracy – odpowiedział beznamiętnie, nawet na mnie nie patrząc.
– Paweł… coś się dzieje? – zapytałam cicho.
– Nic się nie dzieje – uciął krótko i wyszedł do łazienki.
Przez kolejne dni czułam narastający dystans. Paweł był nieobecny, zamknięty w sobie. W nocy słyszałam, jak rozmawia przez telefon z matką. Szeptali coś o „ratunku”, „pieniądzach”, „stracie”. Kiedy pytałam, zbywał mnie albo wpadał w złość.
W końcu nie wytrzymałam. Pojechałam do pani Barbary bez zapowiedzi. Otworzyła mi zapuchnięta od płaczu.
– Marta… nie powinnaś tu być – powiedziała drżącym głosem.
– Co się dzieje? Proszę mi powiedzieć prawdę! – błagałam.
Usiadłyśmy w kuchni. Pani Barbara długo milczała, aż w końcu wyciągnęła z szuflady pismo z sądu.
– Stracimy dom… Paweł nie chciał cię martwić. Myślał, że jakoś to załatwi…
Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Wszystko zaczęło się układać w całość: jego milczenie, nerwowość, tajemnice.
– Dlaczego mi nie powiedział? – wyszeptałam przez łzy.
– Bał się… że odejdziesz. Że uznasz nas za pasożytów…
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Paweł czekał na mnie w przedpokoju.
– Byłaś u mamy? – zapytał cicho.
– Tak. Dlaczego mi nie powiedziałeś? Myślisz, że jestem z tobą tylko dla pieniędzy?
– Nie chciałem cię obciążać naszymi problemami…
– Ale przecież mieliśmy być rodziną! Jak mam ci zaufać po czymś takim?
Paweł spuścił głowę. Widziałam w nim chłopca zagubionego we własnym życiu.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Mama dzwoniła codziennie, pytała o przygotowania do ślubu. Kłamałam jej prosto w słuchawkę, że wszystko jest dobrze.
W końcu przyszedł dzień przymiarki sukni ślubnej. Stałam przed lustrem i patrzyłam na swoje odbicie. Zamiast szczęścia widziałam smutek i rozczarowanie.
Po powrocie do domu podjęłam decyzję.
– Paweł… Nie mogę tak żyć. Nie mogę wyjść za mąż za kogoś, kto nie potrafi ze mną rozmawiać o najważniejszych sprawach. Kocham cię, ale nie chcę budować życia na kłamstwie.
Paweł płakał pierwszy raz odkąd go znałam.
– Przepraszam… Chciałem cię chronić…
– Ale mnie zraniłeś bardziej niż ktokolwiek inny.
Spakowałam walizkę i wróciłam do mamy. Przez wiele tygodni nie mogłam spać. Zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam. Czy lojalność wobec rodziny usprawiedliwia kłamstwo wobec ukochanej osoby?
Minął rok. Paweł sprzedał mieszkanie i wyjechał do Wrocławia. Ja zaczęłam nowe życie – bez niego, ale z poczuciem własnej wartości.
Czasem patrzę na stare zdjęcia i pytam siebie: czy gdybym wtedy wiedziała wszystko od początku, potrafiłabym wybaczyć? Czy prawda zawsze boli bardziej niż kłamstwo?
A wy? Czy potrafilibyście zaufać jeszcze raz po takiej zdradzie?