Między dwoma światami: Moja teściowa mieszka z nami, choć nie mieszka tutaj. Historia o niewidzialnych granicach w rodzinie.
– Paweł, znowu dzwoni – powiedziałam, patrząc na migający ekran telefonu. „Mama” – wyświetlało się po raz trzeci tego wieczoru. Paweł spojrzał na mnie z wyrzutem, jakby to była moja wina, że jego matka nie potrafi przeżyć godziny bez kontaktu z synem.
– Odbierz, proszę – rzucił, odwracając się do telewizora. – Wiesz, że się martwi.
Zacisnęłam zęby. Oczywiście, że się martwi. O wszystko: czy Paweł zjadł obiad, czy nie jest mu za zimno, czy nie zapomniał o wizycie u dentysty. O mnie nie pyta nigdy. Dla niej jestem tylko dodatkiem do syna, kimś, kto powinien być wdzięczny, że może dzielić z nim życie.
Odebrałam telefon. W słuchawce natychmiast rozległ się głos pani Jadwigi:
– Iwona? Paweł już wrócił? Bo miałam mu przypomnieć o tej fakturze za prąd. I niech nie zapomni o moich lekach! – Jej ton był nieznoszący sprzeciwu.
– Przekażę mu, pani Jadwigo – odpowiedziałam cicho.
– No i dobrze. A ty? Jak tam? – zapytała chłodno, bardziej z obowiązku niż z ciekawości.
– W porządku – skłamałam.
Rozłączyła się bez pożegnania. Odłożyłam telefon na stół i poczułam znajome ukłucie w żołądku. To uczucie towarzyszyło mi od lat – mieszanka frustracji, żalu i bezsilności.
Kiedy wychodziłam za Pawła, myślałam, że będziemy tworzyć własny dom, własne zasady. Tymczasem nasz dom stał się przedłużeniem mieszkania pani Jadwigi. Choć fizycznie mieszkała dwa przystanki dalej, jej obecność była tu zawsze: w rozmowach, decyzjach, nawet w tym, co jemy na obiad.
Pamiętam pierwszy raz, kiedy poczułam się jak intruz we własnej kuchni. Była sobota, chciałam zrobić naleśniki na śniadanie. Paweł zadzwonił do mamy zapytać o przepis – bo „twoje naleśniki zawsze wychodzą gumowe”. Pani Jadwiga przez telefon dyktowała mu krok po kroku, co mam robić. Stałam wtedy z patelnią w ręce i łzami w oczach. Paweł nawet nie zauważył.
Z czasem zaczęłam unikać wspólnych posiłków. Jadłam szybkie śniadania w pracy, obiady zamawiałam do biura. Wieczorami wracałam później niż powinnam, tylko po to, by uniknąć kolejnej rozmowy o tym, co powiedziała mama Pawła.
Najgorsze były niedziele. Obowiązkowy obiad u teściowej. Pani Jadwiga siedziała na czele stołu i rozdawała karty: kto ma się czym zająć, kto co zrobił źle, kto powinien bardziej się postarać. Ja zawsze byłam tą „obcą”, która nie potrafi dobrze posprzątać po obiedzie albo źle kroi ogórki do sałatki.
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Zastałam Pawła siedzącego przy stole z mamą na głośnomówiącym. Rozmawiali o wszystkim: o pracy Pawła, o jego zdrowiu, nawet o tym, że ostatnio przytył dwa kilo. Kiedy weszłam do kuchni, rozmowa ucichła.
– O, Iwona wróciła – powiedziała pani Jadwiga chłodno.
– Tak, mamo – odpowiedział Paweł i spojrzał na mnie przepraszająco.
Chciałam krzyczeć. Chciałam powiedzieć jej wszystko: jak bardzo mnie rani, jak bardzo czuję się niewidzialna we własnym domu. Ale nie potrafiłam. Zamiast tego zamknęłam się w łazience i płakałam cicho do ręcznika.
Z czasem zaczęłam mieć problemy ze snem. Budziłam się w środku nocy z poczuciem winy i lęku. Czy jestem złą żoną? Czy powinnam bardziej się starać? Czy to moja wina, że Paweł jest tak związany z matką?
Próbowałam rozmawiać z Pawłem. Raz nawet zebrałam się na odwagę:
– Paweł… czuję się czasem jakbyśmy mieszkali tu we troje. Twoja mama jest wszędzie…
Spojrzał na mnie zdziwiony:
– Przesadzasz. Mama po prostu się troszczy.
– Ale ja… ja czuję się niewidzialna. Jakby moje zdanie nic nie znaczyło.
Wzruszył ramionami:
– Przecież możesz jej powiedzieć, co myślisz.
Ale ja nie mogłam. Bo wiedziałam, że wtedy Paweł stanie po stronie mamy. Zawsze tak było.
Kiedyś przyszła do nas niespodziewanie. Weszła bez pukania – miała klucz „na wszelki wypadek”. Zastała mnie w dresie, bez makijażu, z kubkiem kawy w ręce.
– Ojej… Iwona, tak wyglądasz rano? – rzuciła z pogardą.
Nie odpowiedziałam. Po prostu wyszłam do sypialni i zamknęłam drzwi.
Zaczęłam coraz częściej myśleć o wyprowadzce. O tym, jakby to było mieć dom tylko dla siebie – bez codziennych telefonów, bez pretensji i oceniania. Ale wiedziałam też, że Paweł nigdy nie zostawi matki samej.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole. Zebrałam się na odwagę:
– Paweł… musimy ustalić jakieś granice. Twoja mama…
Nie dokończyłam. Paweł spojrzał na mnie z wyrzutem:
– Nie każ mi wybierać między tobą a mamą.
Zamilkłam. Wiedziałam już wszystko.
Od tamtej pory żyję jakby na dwóch światach: jednym oficjalnym – żona Pawła, synowa pani Jadwigi; drugim ukrytym – samotna kobieta we własnym domu.
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze wytrzymam? Czy naprawdę muszę poświęcić siebie dla szczęścia innych? A może najwyższy czas zawalczyć o siebie…?