Oddałam wszystko dla syna – a on wszystko przegrał. Czy matczyna miłość ma granice?

– Mamo, proszę cię, to ostatni raz. Przysięgam, że się zmienię. – Głos Pawła drżał, a w oczach miał łzy. Stał w progu mojego mieszkania, zgarbiony, jakby cały świat go przygniatał. W dłoniach ściskał stary plecak, a ja czułam, jak serce ściska mi się z bólu i bezsilności.

Nie spałam całą noc. Wpatrywałam się w sufit, słysząc w głowie jego słowa: „Mamo, pomóż mi. Tylko ty mi zostałaś.” Paweł był moim jedynym dzieckiem. Odkąd jego ojciec odszedł do innej kobiety, zostaliśmy sami. Pracowałam w szkole jako nauczycielka polskiego, ledwo wiążąc koniec z końcem. Ale dla Pawła byłam gotowa zrobić wszystko.

Kiedy miał siedemnaście lat, zaczął znikać na całe noce. Najpierw myślałam, że to bunt, potem odkryłam, że wpadł w złe towarzystwo. Później pojawiły się pierwsze długi – najpierw drobne pożyczki, potem coraz większe sumy. Zawsze tłumaczył się tak samo: „To nie moja wina, mamo. Pomóż mi jeszcze raz.”

Tym razem jednak było inaczej. Paweł zadzwonił do mnie o drugiej w nocy. Szeptał do słuchawki, że jeśli nie odda pieniędzy do rana, stanie mu się krzywda. Miałam wybór? Sprzedałam dom – nasz dom, pełen wspomnień i zdjęć na ścianach – żeby spłacić jego długi.

Przez chwilę uwierzyłam, że to koniec koszmaru. Przeprowadziliśmy się do małego mieszkania na obrzeżach Warszawy. Paweł obiecał znaleźć pracę. Przez kilka tygodni był spokojny, wracał do domu punktualnie, nawet gotował obiady.

Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle. W przedpokoju leżały porozrzucane buty Pawła i kilka pustych puszek po piwie. W kuchni znalazłam go śpiącego na stole, a obok niego leżały kupony totolotka i zdrapki.

– Paweł! – krzyknęłam, potrząsając go za ramię.
Otworzył oczy i spojrzał na mnie nieprzytomnie.
– Co znowu? – mruknął.
– Obiecałeś! Przysięgałeś mi!
– Mamo… ja… tylko raz spróbowałem…

Zacisnęłam pięści tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Czułam się zdradzona przez własne dziecko. Przez kolejne dni unikał mnie wzrokiem. Znikał na całe noce, wracał rano z podkrążonymi oczami i zapachem alkoholu.

Któregoś wieczoru zadzwoniła do mnie sąsiadka:
– Pani Aniu, widziałam Pawła pod sklepem z jakimiś typami… Wyglądało to źle.

Wtedy pierwszy raz poczułam strach nie tylko o niego, ale i o siebie. Zaczęłam zamykać drzwi na dwa zamki. Chodziłam po domu jak cień, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

Pewnej nocy Paweł wrócił pobity. Miał rozciętą wargę i podbite oko.
– To nic takiego – rzucił przez zaciśnięte zęby.
– Kto ci to zrobił?
– Nie twoja sprawa!

Wtedy pękło we mnie coś na zawsze. Przestałam wierzyć w jego obietnice. Przestałam wierzyć w siebie jako matkę.

Zaczęły się telefony od windykatorów. Grozili mi sądem za niespłacone pożyczki Pawła. Straciłam pracę – dyrektorka szkoły powiedziała mi wprost: „Pani Aniu, nie możemy pozwolić sobie na taki skandal.”

Siedziałam wieczorami przy oknie i patrzyłam na światła miasta. Czułam się pusta i przegrana. Wszystko oddałam dla syna – a on wszystko przegrał.

Któregoś dnia Paweł zniknął na dobre. Nie zostawił żadnej wiadomości. Szukałam go po szpitalach i komisariatach policji. Nikt nic nie wiedział.

Minęły miesiące. Nauczyłam się żyć sama ze sobą i swoim bólem. Znalazłam pracę jako sprzątaczka w biurze rachunkowym. Każdego dnia walczyłam o odrobinę spokoju i godności.

Pewnego wieczoru usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam – stał tam Paweł. Wychudzony, zarośnięty, z oczami pełnymi łez.
– Mamo… przepraszam…
Nie potrafiłam go przytulić. Stałam nieruchomo, czując jak łzy spływają mi po policzkach.
– Nie wiem już, czy potrafię ci wybaczyć – wyszeptałam.

Przez kolejne tygodnie Paweł próbował naprawić swoje błędy. Poszedł na terapię uzależnień, znalazł pracę w magazynie budowlanym. Ale nasze relacje już nigdy nie były takie same.

Czasem zastanawiam się: czy matczyna miłość powinna mieć granice? Czy powinnam była wcześniej powiedzieć „dość”? A może właśnie nadzieja i wiara w drugiego człowieka są tym, co czyni nas ludźmi?

Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć własnemu dziecku wszystko? Gdzie kończy się poświęcenie, a zaczyna zatracenie siebie?